Hubert Kostka - bramkarz z fakultetami

Andrzej Azyan
Hubert Kostka był legendarnym bramkarzem i znakomitym trenerem - teraz, na emeryturze, nadal żyje piłką nożną.
Hubert Kostka był legendarnym bramkarzem i znakomitym trenerem - teraz, na emeryturze, nadal żyje piłką nożną. fot. Karina Trojok.
Marzeniem każdego zawodnika wyczynowo uprawiającego sport jest zdobycie medalu olimpijskiego. Hubert Kostka ma go w swojej kolekcji. W 1972 roku w Monachium wraz z kolegami z piłkarskiej reprezentacji Polski stanął na najwyższym stopniu podium. Złoty medal wywalczony przez wybrańców legendarnego trenera Kazimierza Górskiego był sporą niespodzianką i zaczątkiem wspaniałej ery naszego futbolu.

- To było świetne ukoronowanie mojej zawodniczej kariery. Największą zasługę w tym sukcesie miał Kazimierz Górski. Potrafił stworzyć zespół doskonale rozumiejący się nie tylko na boisku. Miał przy tym znakomitą intuicję - mówi Kostka.

W reprezentacji Polski wystąpił 34 razy. Kilkakrotnie był jej kapitanem. Największe sukcesy klubowe odniósł z Górnikiem Zabrze. Osiem razy wywalczył z tą drużyną mistrzostwo Polski, sześć razy Puchar Polski. W 1970 roku Górnik z Kostką w bramce dotarł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Te sukcesy osiągnął przede wszystkim dzięki wielkiemu uporowi w dążeniu do celu. Nigdy nie zrażał się przeciwnościami. One wręcz go jeszcze bardziej hartowały.

Kręcił piruety na lodzie
Urodził się 27 maja 1940 roku w Markowicach. Dzisiaj jest to dzielnica Raciborza. Wtedy była to samodzielna miejscowość. Ojciec poszedł na wojnę i zginął. Jego i dwóch braci wychowywała matka. Lekko nie było, ale starała się im zapewnić jak najlepsze dzieciństwo. Do sportu garnął się już od najmłodszych lat. Jako mały chłopak zaczął grać w piłkę, najpierw z kolegami, gdzie tylko się dało. Futbol był jednak jedną z wielu dyscyplin, które uprawiał. W swoim bogatym sportowym archiwum pieczołowicie przechowuje dyplomy za zajęcie pierwszego miejsca w jeździe figurowej na lodzie i trzeciego miejsca w jeździe szybkiej na lodzie. Te sukcesy odniósł w 1954 r.

- Zawody łyżwiarskie odbywały się w zimie na zamarzniętym stawie w Markowicach. To była wielka frajda dla mnie i kolegów, że mogliśmy w nich uczestniczyć - wspomina.

Zresztą grał także w tenisa stołowego, uprawiał gimnastykę. Od najmłodszych lat ciągnęło go jednak do futbolu. Na początku wcale nie stał na bramce. Grał w polu i zdobywał bramki w zespole, który występował w B klasie. - To były czasy, kiedy występowało się tam, gdzie była konieczność. Potrafiłem dobrze łapać piłkę, przydały mi się doświadczenia z gry w dwa ognie i w piłkę ręczną. Dlatego jak nie przyszedł na mecz bramkarz, to ja go zastępowałem - opowiada Kostka.

Traktorem na mecz
Po skończeniu podstawówki w Markowicach Kostka poszedł do LO im. Jana Kasprowicza w Ra-ciborzu. Nigdy nie zaniedbywał nauki, ciągnęło go jednak do sportu. W "Kasprowiczu" popularna była koszykówka. Nauczyciel w-f wziął go do drużyny koszykarskiej, grającej w III lidze.

- Koszykówka nawet mi się podobała, ale powstał dylemat. Jak miałem do wyboru mecz piłki nożnej i koszykówki, to wybierałem piłkę nożną. Niestety, miałem przez to problemy z nauczycielem wuefu - nie ukrywa Kostka.

Rozterki czy wybrać koszykówkę, czy futbol, skończyły się, gdy w Markowicach powstała piłkarska drużyna B klasy.

- Gra w B klasie była bardzo ważna. W klubie nie było pieniędzy, ale wtedy nikt na to nie zwracał uwagi. Pamiętam, że na jakiś mecz jechaliśmy drabiniastym konnym wozem. Nogi wkładaliśmy między szczeble. Potem z miejscowego PGR-u dostaliśmy traktor na wyjazdowe mecze. To już było coś. Przypominam sobie, że grałem w butach piłkarskich, które zrobiono przed wojną. Sznurówki były białe i przed każdym meczem je prałem - mówi Kostka.

Kto pobił sędziów?
Wielu kibiców pamięta, że Hubert Kostka w czasach kiedy był trenerem krytycznie oceniał sędziów. Miał do nich uraz, wręcz z nimi walczył. Skąd się to wzięło? Pora na wyjaśnienie.

- Graliśmy w Markowicach, decydujący mecz o wejście do A klasy z RKS Sławięcice. To był zakładowy klub, o wiele bogatszy od naszego. Rywale przyjechali ze swoim sędzią, który tak drukował, że była to katastrofa. Występowałem w polu. Wyniku nie pamiętam, ale RKS awansował do A klasy. Strzeliłem wtedy dwa go-le, dwóch kolejnych mi nie uznał. Kręcił niesamowicie. Po meczu został pobity przez kibiców. W poniedziałek przyszedłem do szkoły, a byłem w klasie maturalnej i przeżyłem szok. Do naszej klasy weszła zdenerwowana nauczycielka, walnęła dziennikiem na katedrę. Krzyknęła, Kostka na środek, czytaj. W Trybunie Opolskiej z tyłu była notatka: Chuligańskie wybryki na stadionie w Markowicach. Pobity został sędzia. Sprawcami byli Hubert Kostka, prezes Szulc, kapitan Dudek, bramkarz Gacka. Jak to zobaczyłem to zdębiałem. Co masz do powiedzenia? Nic nie miałem do powiedzenia, bo nie brałem w tym udziału. W każdym razie na kilka miesięcy przed maturą zostałem zawieszony w prawach ucznia. Na szczęście miałem mocne alibi. W RKS grało dwóch moich kolegów. Przed i po meczu przebierali się oni u mnie w do-mu. Razem opuściliśmy boisko. Potwierdzili to w sądzie i w ten sposób zostałem oczyszczony z zarzutów, ale co się najadłem strachu, to moje - wspomina Kostka.

Z Unii Racibórz do Górnika Zabrze
Profesjonalną karierę sportową rozpoczął w 1958 r. w drugoligowej Unii Racibórz. Też w zasadzie przez przypadek. W klubie zabrakło bramkarza. Ogłoszono nabór na tę pozycję. Do pójścia na sprawdzian namówili go koledzy ze szkoły. Po kilku treningach zagrał w pierwszej drużynie. Po maturze rozpoczął studia na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Jesienią 1960 r. trafił do Górnika. Pieczołowicie przechowuje gazetowe wycinki z gry w pierwszym sezonie w zabrzańskiej drużynie. Umiejętnie godził naukę ze sportem, starając się być na wszystkich zajęciach. Terminowo zaliczał sesje i po pięciu latach został magistrem inżynierem górnictwa.

W Górniku grał do 1973 r. Mając 33 lata postanowił zakończyć zawodniczą karierę, choć był wówczas w apogeum swoich bramkarskich możliwości. Czy czuł się spełniony po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego?

- Wtedy panowała taka opinia, że piłkarze po trzydziestce powinni dać sobie spokój z graniem. Wziąłem to sobie do serca. Rozmawiałem o tym z trenerem Górskim. Namawiał mnie do powrotu do reprezentacji. Jednak zostałem przy swoim. Myślę, że dobrze zrobiłem. Nie wiem, czy zagrałbym tak świetny mecz jak Jan Tomaszewski na Wembley z Anglią - mówi Kostka.

Trenerskie szlify od Kazimierza Górskiego
Mógł wrócić do wyuczonego zawodu i pójść na kopalnię. Ciągnęło go jednak do piłki. Postanowił zostać trenerem. Rozpoczął studia na AWF w Katowicach na Wydziale Trenerskim. Ukończył je bez problemu. Można powiedzieć, że trenerskie szlify otrzymał od Kazimierza Górskiego, który przed mistrzostwami świata w 1974 roku zaprosił go do swojego sztabu i zaproponował szkolenie bramkarzy. W swojej trenerskiej karierze zdobył dwa razy mistrzostwo Polski z Górnikiem Zabrze i raz z Szombierkami Bytom. Osiem lat pracował w Szwajcarii w Grenchen i Aarau. Zawsze wiele wymagał od siebie i taki był wobec zawodników, których prowadził. Podał pomocną dłoń Andrzejowi Iwanowi, jednemu z najlepszych polskich piłkarzy, który znalazł się na zakręcie swojej kariery. Po zawieszeniu go w Wiśle Kraków, ściągnął go do Górnika. Odbył z nim kilka męskich rozmów. Dzięki Kostce znowu zaczął bardzo dobrze grać.

Obecnie Kostka mieszka w Markowicach. Wrócił do rodzinnej miejscowości skąd pochodzi także jego żona Ruth. W lecie pracuje w ogrodzie, zimą pali w kominku i czasami wspomina dawne lata. Dużo ogląda piłkarskich spotkań w telewizji. Czasami nawet łapie się na tym, że trochę przesadza, ale od futbolu nie może się uwolnić.

Z legendarnym bramkarzem i trenerem Górnika spotkaliśmy się kilka dni przed świętami.

- Zawsze staram się spędzać Boże Narodzenie w domu. Raz tylko byłem za granicą w Niemczech. Tam jednak święta mają inny charakter. Pasterka była o ósmej wieczorem, a nie o północy. Preferujemy tradycyjnie potrawy, choć żona gotuje na przykład barszcz, którego na Śląsku kiedyś nie było. Ja najbardziej lubię zupę rybną i karpia. Żona świetnie go przyrządza. Jak mieszkaliśmy w Zabrzu, to mieliśmy często sztuczną choinkę. Teraz mamy naturalną. Staramy się spędzać Wigilię w rodzinnym gronie. To cenię sobie najbardziej - dodaje na zakończenie Kostka.

Ekstraklasa: Legia zdobędzie mistrzostwo w Poznaniu?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3