reklama

Michał, „syn Zbigniewa”. Dziś zaprzysiężenie Michała Wosia, nowego ministra środowiska

Marcin ZasadaZaktualizowano 
Michał Woś ma 28 lat (rocznik 1991), pochodzi z Raciborza. W nowym rządzie obejmujie tekę ministra środowiska. Ma żonę i ponadroczną córkę Klarę Marek Szawdyn
Najmłodszy minister? Wielkie rzeczy. Michał Woś w swojej politycznej karierze był już radnym miejskim, wiceministrem, radnym sejmiku i wicemarszałkiem województwa oraz ministrem w kancelarii premiera. Za 2 lata skończy trzydziestkę. W piątek 15 listopada zostaje zaprzysiężony jako minister.

Co prawda nie warto powtarzać tych samych dowcipów, ale lepszego na temat Michała Wosia jeszcze nie wymyślono: przed czterdziestką ten człowiek będzie prezydentem RP. Po... pierwszej kadencji. Taka to zawrotna kariera.

Woś jest dziś jedynym ministrem ze Śląska w nowym rządzie Mateusza Morawieckiego. Nie licząc samego premiera, oczywiście, posła z Katowic przecież. Mimo 28 lat, Woś jest także politykiem szalenie uniwersalnym: w swoim bogatym już CV ma już czwartą poważną dziedzinę, którą będzie zajmował się na szczeblu rządowym lub samorządowym. Był wiceministrem od sprawiedliwości, wicemarszałkiem od kolei i rolnictwa, ministrem od pomocy humanitarnej, a teraz... A teraz zajmie się środowiskiem.

Aha, w trakcie gabinetowych szachów przymierzano go również do objęcia ministerstwa sportu. Gdy mówią o nim „cudowne dziecko”, „złoty chłopiec”, gdzieś tam w zaciszu Solidarnej Polski uśmiecha się jego polityczny ojciec, patron. Zbigniew Ziobro.

Spod skrzydeł Ziobry

To Ziobro wyciągnął Wosia z Raciborza. „W 2015 roku zostałem polecony ministrowi Ziobrze przez kilka osób, w tym jednego naukowca, którego bardzo cenię” - mówił Woś w wywiadzie w „Dzienniku Zachodnim” ponad dwa lata temu, świeżo po awansie na wiceministra sprawiedliwości.

Ziobro wyciągał z Raciborza radnego Michała Wosia. I to radnego, który w wyborach do lokalnego samorządu, w wieku 23 lat pokonał Ryszarda Wolnego, byłego mistrza olimpijskiego w zapasach, radnego poprzedniej kadencji. Woś wygrał wybory jednym głosem. 23-letni radny pytany przez raciborskie media o to, z którym z kandydatów na prezydenta miasta byłby gotów zawrzeć koalicję, odpowiadał: „Wybór między Anną Ronin a Mirosławem Lenkiem to jak wybór między dżumą i cholerą”.

Wosia, który właśnie kończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i jeszcze przed pierwszym wąsem wiedział, jaki powinien być gospodarz jego miasta, polecono ministrowi Ziobrze „jako osobę do pomocy ministrowi w przedsięwzięciach, które czekały go w wymiarze sprawiedliwości”. Został najpierw doradcą Ziobry, potem szefem jego gabinetu politycznego. Następnie - wiceministrem sprawiedliwości.

Woś odwzajemnia się patronowi ciepłym słowem, jakiego trudno byłoby spodziewać się po dwudziestoparolatku. Wspominana już rozmowa w „DZ”.

Pytanie: „Pamięta pan ministra Ziobrę z jego pierwszego epizodu na czele wymiaru sprawiedliwości?”
Odpowiedź: „Dobrze pamiętam cały tamten rząd - to były moje licealne czasy, czas planowania studiów. Miałem grupę znajomych, w której omawialiśmy bieżącą politykę”.
Pytanie: „Co pan wtedy o Ziobrze myślał jako 16-latek?”.
Odpowiedź: „Byłem nim zafascynowany, pamiętam, że podziwiałem, jak minister i PiS zmieniali Polskę”.
Pytanie: „Żartuje pan?”
Odpowiedź: „Serio”.
Pytanie: „Nie wierzę”.
Odpowiedź: „Ale ja naprawdę podziwiałem determinację ministra Ziobry”.
Pytanie: „To jako 10-latek pewnie kibicował pan Porozumieniu Centrum?”.
Odpowiedź: „Aż tak nie. Ale zawsze bliskie mi były wartości konserwatywne”.
I jeszcze jedno pytanie: „Ziobro był pańskim idolem?”.
Odpowiedź: „Tak bym ministra nie nazywał. Ale proszę pamiętać, że grupa moich znajomych w liceum to byli olimpijczycy, świadomi rzeczywistości, w której żyją. I podziwialiśmy nie tylko Ziobrę, ale też inne działania rządu PiS. Na przykład projekt „Patriotyzm jutra”, odbudowujący dumę z Polski i bycia Polakiem, w kontrze do tego, co przez lata robił Michnik, wpędzający Polaków w kompleksy”.

Gdy w tym roku w Ministerstwie Sprawiedliwości wybuchła afera z płatnymi trollami szkalującymi sędziów w internecie, Woś kategorycznie bronił Ziobry. Nawet jeśli linia: „Minister nie wiedział, co robią jego podwładni”, była karkołomna, choćby z punktu widzenia odpowiedzialności politycznej w resorcie i rządzie. Z drugiej strony, pozycja Wosia przy Ziobrze od początku była silna. Gdy w zeszłym roku stracił stanowisko wiceministra (premier Morawiecki wprowadził redukcję etatów rządowych), od razu powołano go na lepiej płatne stanowisko doradcy.

Uniwersalność bez precedensu

Młody wiek i coraz poważniejsze poruczenia wywoływały nie tylko uznanie, rzecz jasna. Swego czasu Woś obrywał rykoszetem za niesławnego współpracownika ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Opozycja wymieniała go w rzędzie „misiewiczów”, czyli młodych, wiernych partyjnych nominatów bez kompetencji na rozmaitych państwowych stanowiskach. Akurat Woś kompetencjami się bronił, w Ministerstwie Sprawiedliwości na przykład. Od początku politycznej kariery dobrze radzi sobie w mediach, jest bystry, mówi sprawnie i dojrzale. Ale dziś, po nominacji na ministra środowiska, znów słychać głosy kwestionujące jego „uniwersalność”.

„Nie znam osobiście pana Michała Wosia, kandydata na ministra środowiska. Nie będę Go przedwcześnie oceniał. Zdarzają się „cudowne dzieci’’... Ale ta kandydatura kompromituje premiera Mateusza Morawieckiego i rządzących. Pokazuje ich sposób myślenia (raczej bezmyślności), ignorancję i stosunek do jednego z najważniejszych wyzwań współczesności” - komentował Czesław Śleziak, były śląski poseł i minister środowiska w rządzie Leszka Millera.

„Co wspólnego miał dotychczas pan Woś z prawem i polityką ekologiczną państwa? Od wielu lat system zarządzania środowiskiem jest demontowany i nadzorowany przez ignorantów” - uważa Śleziak.

Trzeba przyznać przy tym, że w pewnej części za karierą Wosia, a raczej jej tempem stoi również... krótka ławka Solidarnej Polski. Partia Ziobry, od ponad 4 lat uczestnicząca w podziale władzy pod sztandarami PiS, wykorzystywała swojego „cudownego chłopca” w każdych kolejnych wyborach i w każdym podziale stanowisk.

Najpierw było Ministerstwo Sprawiedliwości. Rok później Woś otwierał rybnicką listę PiS do sejmiku woj. śląskiego. Przez moment spekulowano nawet, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość przejmie władzę w regionie, Woś może zostać marszałkiem. Został nim Jakub Chełstowski, protegowany Grzegorza Tobiszowskiego, tym niemniej z miejsca w zarządzie województwa wynegocjowanego przez Solidarną Polskę skorzystał Woś.

Choć w samorządzie regionalnym dostał odpowiedzialne zadania (Koleje Śląskie, rolnictwo przede wszystkim), sześć miesięcy później miał kandydować do Europarlamentu. Tego ostatecznie uniknął, za to tuż po wyborach został ministrem do spraw pomocy humanitarnej w kancelarii premiera. Wcześniej stanowisko to zajmowała Beata Kempa, też z Solidarnej Polski.
Woś, mimo przeprowadzki do Warszawy, zatrzymał mandat radnego sejmiku. Już wtedy wiedział, że jesienią czeka go kolejne zadanie. Wybory do Sejmu. Jak sam przyznawał, największy ból głowy z powodu tej niezwykłej obrotności, czy raczej obrotowości, ma pani Woś.

Pierwszy obywatel Raciborza

Mocny patron to jedno, ale Woś szybko zaczął radzić sobie jako samodzielny polityk. Wybory do sejmiku? Zdobył prawie 40 tys. głosów, był to drugi wynik w całym PiS w województwie i trzeci najlepszy w regionie w ogóle. Wybory do Sejmu? Na mocnej w Rybniku liście PiS miał 37 tys. głosów. O mały włos wyprzedziłby Bolesława Piechę, który startował z jedynki.

To popularność? Woś, przedstawiający się jako lokalny patriota, od początku starannie wykorzystywał swoją pozycję w polityce, by budować pozycję w rodzinnych i własnych wyborczych stronach.

„Mogę tylko pozazdrościć mieszkańcom Raciborza, że mają takiego samorządowca. Pracując w Warszawie, nie zapomniał o swoim mieście” - mówi o nim w marcu 2018 r. Zbigniew Ziobro.

W Raciborzu niespełna 30-letni polityk już dawno zdołał zbudować wizerunek człowieka, od którego w mieście zależy najwięcej. Sprzęt dla strażaków, kamizelki odblaskowe dla dzieci, dotacje na lokalne inwestycje czy nawet powstanie Sądu Okręgowego w Rybniku - to wszystko, między innymi, robota Wosia. Nawet gdy w kampanii do parlamentu nie miał już nic wspólnego z Ministerstwem Sprawiedliwości, na konferencji w sprawie sądu w Rybniku minister Ziobro przez wszystkie przypadki odmieniał jedno nazwisko. Swojego byłego zastępcy.

Dwa miesiące temu głośno było o pieniądzach z Funduszu Sprawiedliwości (ma pomagać ofiarom przestępstw i przeciwdziałać przestępczości), które dzięki Wosiowi płynęły do Raciborza. 1,1 mln zł dotacji otrzymała Państwowa Szkoła Zawodowa na remont sali gimnastycznej. Uzasadnienie? „Jeśli młodzi z Raciborza będą aktywni fizycznie, spadnie ryzyko popełniania przez nich przestępstw”.

Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli przyznanie dotacji odbyło się bez konkursu i uznaniowo. Reporterzy TVN24 dowodzili, że wniosek o pieniądze został złożony przez szkołę z „inspiracji ministra Wosia”, a samą dotację przyznano w ekspresowym tempie. Woś odpowiadał w mediach: „Czy Racibórz ma tracić na tym, że jestem raciborzaninem? Jestem dumny z tego, że na równych zasadach jak wszystkie inne podmioty w Polsce, także w naszym regionie dotacje z funduszu są udzielane”.

Koledzy w PiS mówią o nim: „bystry, pracowity, ale ręki do ludzi nie ma jeszcze takiej jak jego patron”. Przykład: odwołany niedawno szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Niektórzy mówią też, że jeszcze brak mu doświadczenia. 28 lat, trzy razy w rządzie, dwa razy w samorządzie... Strach pomyśleć, co będzie, gdy cudowny chłopiec dorośnie.

Żłobki tylko dla szczepionych

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3