Ach, na Długiej to było życie...

ALEK, JACK
Spacerujemy z panią Urszulą Kalus Aleksander Król
Sentymentalny spacer ulicą Długą z Urszulą Kalus z Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Raciborzu

Dawniej na odchodzącej od rynku ulicy Długiej koncentrowało się życie Raciborza. To tu chodziło się do kawiarni, fryzjera albo rzeźnika. Po czasach dawnej świetności pozostały już tylko ślady, takie jak wielka ozdoba w kształcie filiżanki na murze budynku nieistniejącej już kawiarni „Tęczowa”.

KAWIARNIA TĘCZOWA
– To była słynna, elegancka kawiarnia, z podświetlanym parkietem. To było coś niezwykłego, jak na tamte czasy – mówi Urszula Kalus, która – tak jak wielu raciborzan - świętowała w „Tęczowej” niejedną uroczystość. – Pamiętam, że właśnie tu lał się szampan, gdy Unia Racibórz w 1963 roku weszła do pierwszej ligi. Mój mąż Zygfryd grał w klubie. Świętowaliśmy trzy dni – wspomina z uśmiechem pani Urszula. To przede wszystkim w „Tęczowej” można było spotkać artystów, aktorów, muzyków, którzy przyjeżdżali do Raciborza zagrać jakiś koncert. – Pamiętam jak raz wybrałam się tu z koleżankami na kawę, a przy stoliku siedział Wojciech Siemion. Odważyłyśmy się z nim porozmawiać, a potem poszliśmy na jego występ do domu kultury – wspomina Urszula Kalus. W „Tęczowej” świętowała też 80-rocznicę urodzin swojej mamy. Dziś po podświetlanym parkiecie nie ma już ani śladu, a w budynku dawnej kawiarni sprzedawane są teraz m.in. kafelki i sprzęt do wyposażenia łazienek.

KSIĘGARNIA ŚW. KRZYŻA
Jeszcze gorszy los spotkał dawną „Księgarnię Św. Krzyża”, która sąsiadowała z Tęczową. Budynek, w którym w latach 70-tych raciborzanie zaopatrywali się w książki, katechizmy i różańce, jest kompletną ruiną. – To prawdopodobnie tu moja mama kupiła mi świecę do pierwszej komunii świętej – wspomina Urszula Kalus.

DESSA
Naprzeciw dawnej Tęczowej i księgarni znajduje się charakterystyczny, piękny czerwony budynek z wielkim napisem niemieckiej firmy „Schlecker”. Ale dawniej na elewacji był inny napis. – Tu znajdowała się nasza Dessa. Wchodząc do sklepu miało się wrażenie, że wstępuje się jakby do innego świata. Na ścianach wisiały setki obrazów, także raciborskich artystów. Sprzedawano tu też rękodzieło. Mój brat, który wyjechał do Australii, właśnie w Dessie kupił wielki obraz Zamku Piastowskiego. Sklepu nie ma jej jakieś 20 lat – mówi Urszula Kalus.

RZEŹNIK
Z ulicy Długiej zniknął też popularny „rzeźnik”, do którego po mięso chodził cały Racibórz. Tam gdzie dziś mieści się siedziba jednego z banków (red. nieprzypadkowo ulica Długa nazywana jest dziś Bankową) w czasach PRL-u ustawiały się długie kolejki po mięso na kartki. – Niedaleko mojego domu, na Starej Wsi, też był „rzeźnik”, ale po wędliny chodziłam na Długą. Bo czasem udawało się tu coś dostać „spod lady” – mówi z uśmiechem Urszula Kalus. Doskonale pamięta kolor kafelek, które zdobiły tu ściany. – Były zielone, wszystko było misternie wykończone – dodaje i przechodzi na drugą stronę ulicy.

OPTYK, OBUWNICZY I FRYZJER
– Tu okulary sprzedawali kiedyś państwo Adamczewscy – pokazuje na jedną z kamienic. - Można tu było kupić też aparaty fotograficzne – wspomina Urszula Kalus. Co ciekawe wciąż w tym miejscu jest „optyk”. Jako jeden z niewielu „starych sklepów” na Długiej uchował się też obuwniczy. – Mieli tutaj zawsze duży wybór wspomina Urszula Kalus. Wciąż obcinają też włosy na rogu ulicy Solnej, gdzie kiedyś strzygło się pół miasta. – Fryzjer miał świetną opinię. Pamiętam, że modne były wtedy tzw. „treski”, wymyślna fryzura dzięki czemu głowa wydawała się większa – śmieje się Urszula Kalus.

HALA RYBNA
Raciborzanie często odwiedzali też kiedyś halę rybną na skrzyżowaniu Długiej i Browarnej – znajdowała się tam, gdzie dziś mamy lokal „z jedzeniem na wagę”. – Wiadomo, tu się przychodziło, jak nie było mięsa. Przynosiło się własny słoik, do którego panie wkładały np. śledzie albo wędzone ryby. Zresztą po ryby chodziło się też do „Imielek” na targ. Do dziś ludzie wspominają sprzedawane przez nie wędzone szproty – wspomina Urszula Kalus.

DELIKATESY POD ARKADAMI
Dawniej będąc na ulicy Długiej raciborzanie obowiązkowo musieli zajrzeć też do Delikatesów pod Arkadami (tam gdzie Długa wpada na Rynek). – Już od progu czuć było zapach mielonej kawy. Tutaj były pierwsze młynki do kawy w mieście – mówi Urszula Kalus.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie